Dostępność
youTube
FB

Historie naszych Krwiodawców

Życie i 39 przyjaciel

Większość swojego dzieciństwa chorowałem. Ciągłe anginy i przeziębienia, zmuszały moją mamę do aplikowania mi antybiotyków. Zdecydowanie nie pomagały, bo w rzeczywistości osłabiały mój organizm. To powodowało, że stawałem się podatny na kolejne infekcje. Mam wrażenie, że musiałem wciąż nadrabiać zaległości w nauce, a to wcale nie pomagało mi w mojej działalności. To był czas, który już wypełniałem rozmaitymi działaniami społecznymi. Dlatego tak ważne było dla mnie, aby być okazem zdrowia i mieć więcej czasu na realizację swoich planów. 
A jeśli już mowa o okazie zdrowia, to w dzieciństwie przykładem takiego człowieka, był dla mnie mój tata. W sumie przez wiele młodych lat nie pamiętam, aby kiedykolwiek na coś chorował lub się uskarżał na jakieś dolegliwości. Był silny i zdecydowanie był osobą, której żadna choroba nie bierze. Byłem bardzo dumny z mojego taty, nie tylko dlatego, że był moim tatą czy stał na bramce w Górniku Wałbrzych, ale z zupełnie innego powodu.
Zanim osiągnąłem wiek osiemnastu lat, powtarzałem sobie, że będę, podobnie jak on pomagał ludziom. Choć wówczas jeszcze nie do końca rozumiałem w jaki sposób tata pomaga innym ludziom.
Wiedziałem tylko, że co jakiś czas przynosił czekoladę i kawę. W latach 80 i początkach 90, taka ilość czekolady wprawiała mnie w zachwyt. Pamiętam, że pewnego dnia razem z tymi smakołykami tato przyniósł paterę z wygrawerowanym napisem i przypinkę do ubrania. To był dowód wdzięczności i uhonorowanie mojego taty za kolejne lata regularnego niesienia pomocy potrzebującym. Nawet nie wiesz, jak to uczucie z tamtych lat tkwi we mnie po dzisiejszy dzień. Jeszcze bardziej zapragnąłem zostać Honorowym Dawcą Krwi. Choć wciąż nie rozumiałem jeszcze, jak wielką moc niesie w sobie ten płyn, który nie raz widziałem przy skaleczeniach. W sumie tak poznałem swojego 39 przyjaciela, którym jest właśnie Krew. I tutaj zaczyna się całą historia. W tym czasie, kiedy nie mogłem jeszcze zgodnie z prawem oddawać krwi, zdarzyło się coś co utwierdziło mnie w przekonaniu, że krew jest bezcenna. Co się takiego stało?
Wróciłem ze szkoły do domu, sprawdziłem co na obiad, a w drodze do swojego pokoju przywitałem się z mamą. W sumie to nawet jej nie widziałem, bo siedziała na fotelu w drugim pokoju. Mama wtedy nic nie odpowiedziała, ale poszedłem do siebie uznając, że pewnie ogląda jakiś ciekawy program. Usiadłem przy biurku i zająłem się tworzeniem strony internetowej poświęconej Whitney Houston. Z czasem uzyskała ona miano oficjalnej polskiej strony z czego byłem bardzo dumny, gdyż po dziś dzień jestem fanem tej wspaniałej wokalistki. Coś nie dawało mi spokoju i poszedłem do mamy uznając, że to dziwne, że nie przyszła i nie zapytała co w szkole. Siedziała w fotelu, a z jej tworzy płynęły łzy. Ścięło mnie z przerażenia, bo nie wiedziałem co się stało, a ona w pierwszej chwili nie mogla nic powiedzieć. 
Kiedy już uspokoiła się na tyle, aby powiedzieć cokolwiek, opowiedziała mi co wydarzyło się tego dnia u niej w pracy. Pracowała wówczas na oddziale laryngologicznym wałbrzyskiego szpitala. Była jedną z osób, które pomagały przy operacjach. Sam byłem pacjentem tego oddziału, gdzie wycięto mi migdałki. Pamiętam, że każdego dnia odbywało się wiele operacji. Mój pokój był w ciągu komunikacyjnym, którym wożono operowanych. Było tam wiele przypadków, które były bardzo nietypowe i zagrażające ludzkiemu życiu. Jednak ten dzień zapadł mamie szczególnie w pamięci. 
Trwała operacja. Z tego co pamiętam, był to pan, który uległ wypadkowi. Stracił bardzo dużo krwi i potrzebne było więcej niż było w zapasie na sali operacyjnej. Z bloku operacyjnego zadzwoniono do stacji krwiodawstwa z prośbą o dostarczenie dodatkowych jednostek. Nie było daleko, więc karetka szybko dostarczyła ją na oddział. Od sanitariuszy krew odebrała moja mama. Kiedy wzięła ją do ręki zupełnie ją zamurowało. Szła do sali, gdzie trwała kolejna godzina operacji ze łzami w oczach. Nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła na worku z krwią. 
Kiedy mama opowiadała mi tą historię ja słuchałem z coraz większym zdumieniem. Zwłaszcza, że w tym momencie zatrzymała się i zapanowała cisza. Musiała złapać oddech, aby przejść do kolejnego zdania. Zapytałem co tam zobaczyła i wtedy usłyszałem coś co zwiększyło mój szacunek do mojego taty i wszystkich honorowych dawców krwi. W tym momencie opowieści padło imię i nazwisko mojego taty, Andrzej Liegmann. Ale co, o co chodzi zapytałem. Mama powiedziała, że na tym worku było nazwisko taty. Oznaczało to, że krew, która miała ratować życie tego pacjenta, była krwią mojego taty. Nawet teraz mam ciarki na plecach. Wyobrażasz sobie taką sytuację? Ja do dziś nie, choć wiem, że sytuacja ta miała miejsce. Dodam, że wówczas nie było jeszcze ochrony danych osobowych i na workach znajdowały się dane dawcy. Tą samą historię mama opowiedziała tacie, gdy wrócił do domu. To był dzień, który pamiętam do dziś.
Niestety przez wiele lat nie mogłem oddawać krwi. Moje wyniki okazywały się na tyle niekorzystne, że krew nie nadawała się do pomagania innym. Wszystko związane było dodatkowo ze słabą krzepliwością, a to już zupełnie eliminowało krew do pobrania. Było to wynikiem antybiotyków, ale również niewłaściwej diety i braku odpowiedniej ilości witamin. Po wielu latach, gdy zmieniłem tryb życia, zmieniała się mój sposób jedzenia, okazało się, że mogę oddawać krew. 
Tego dnia poryczałem się. Pani w centrum krwiodawstwa myślała, że to efekt strachu. A moje łzy były łzami szczęścia i dumny, że będę mógł kontynuować dzieło mojego taty i oddawać ludziom to, co najcenniejsze w życiu. Mam grupę 0Rh+ i jestem dumny z tego, że jestem Honorowym Dawcą Krwi, bo był nim mój tato.

Pamięci mojego taty. [*]

#Motywacja #KrzysztofLiegmann #Cytat #Życie#101przyjaciół #Książka
www.facebook.com/KrzysztofLiegmannPL

 

DAMIAN

"Pół litra", które ratuje ludzkie życie. Od kilku lat jestem dawcą szpiku. Niestety zbyt długo zwlekałem by zostać dawcą krwi. Całe szczęście, że wreszcie mogłem dołączyć do osób ratujących ludzkie życie. Piękna idea, która może komuś pomóc.

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

ANDRZEJ

Oddałem ponad 32 litry krwi. Jestem dumny i szczęśliwy, że mogę pomagać chorym i potrzebującym. Obecnie staram się o najwyższe odznaczenie - trzymajcie kciuki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

JACEK

Po skończeniu 18 roku życia czekałem na pierwszą akcję poboru krwi w moim mieście. Następnie zacząłem oddawać krew w RCKiK W-w i tak już od 4 lat systematycznie staram się pomagać potrzebującym.

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

JACEK

Dlaczego oddaje krew ? Bo czuję, że to mój ludzki obowiązek wobec innych ludzi. Tyle. Pozdrawiam.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

ŁUKASZ

Krew zacząłem oddawać pewnie dlatego, że jest to tradycja u mnie w rodzinie - oddawał mój dziadek, tata i teraz ja a później pewnie moje dzieci Stwierdzam, że nie ma nic bardziej fantastycznego jak mieć świadomość, że uratowało się choć jedno życie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

KAMILA

Jesteś biedny czy bogaty ? Nie ważne... Krew możesz oddać… To nic nie kosztuje! A nie ma nic cenniejszego jak pomóc komuś a nawet uratować życie !!! Zapraszam do podzielenia się tą cząstką siebie…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ARKADIUSZ

Według mnie krwiodawca to PO PROSTU człowiek. Czy pomoc innym w dodatku właśnie taka, w której samemu nic nie tracisz powinna być traktowana jako bohaterstwo czy też uczynek dobrego serca? Może powinien to być czyn dla nas naturalny, rutynowy; z szacunku dla luszkości ? Mam nadzieję, że rozumiecie ;)